Tytuł: Jeśli wróci, będzie Twój na wieki.
Autorka: Rossalie.
Pairing: JongKey
Rodzaj: one-shot.
Gatunek: angst.
"
- Szesnasta.. - wyszeptałem cicho, a pojedyncza łza potoczyła się po moim policzku.
"Nie pamiętam.. W każdym razie popołudnie, przypominam sobie, że my byliśmy pierwsi. Jedyna rzecz, o której wiedzieliśmy przyjeżdżając tam, było to, że jesteśmy szczęśliwcami, którzy zostali wybrani spośród tysięcy kandydatów do najnowszego pięcioosobowego zespołu wytwórni SM Entertainment. Nie wiedząc co ze sobą począc usiadłem na podłodze. Widziałem wahanie w Twoim wzroku, zastanawiałem się o co Ci mogło chodzic?.."
- Nawet nie wiesz jak bardzo się starałem, żeby wtedy się na Ciebie nie rzucić, Kibum.. - wychrypiałem uśmiechając się smutno.
".. ale w końcu zdecydowałeś się zając miejsce obok mnie. Siedzieliśmy na lodowatej podłodze po turecku jak jakieś dwie sieroty. Ale coś było. Już wtedy coś iskrzyło. Na mojej skórze tworzyła się gęsia skórka i co chwila odczuwałem wewnętrzną potrzebę, aby na Ciebie spojrzeć. Na Twoje głęboko osadzone, brązowe oczy, które magnetyzowały swoim spojrzeniem. Zdziwiłem się, gdy zauważyłem, że Ty również na mnie zerkałeś. Odwróciłem gwałtownie wzrok, cały czerwony. Było mi ciepło, stanowczo za ciepło.
- Karteczki...? Jakie karteczki? JAKIE KARTECZKI DO CHOLERY?
"..Na żadną nie odpowiedziałeś. Na żadną. W każdej opisywałem swoje uczucia do Ciebie, przepraszałem,
~ Kibum."
Trzęsąc się odłożyłem list na półkę, zaraz obok naszego wspólnego zdjęcia z ostatnich wakacji. Na głównym planie, ze zbolałą miną i cały przemoczony widniał Key. Zaraz obok niego stał idiota, który szczerzył się jak głupi i patrzył z czułością na drżącego z zimna chłopaka obok i obejmował go w talii.
Tym idiotą byłem ja.
Dzisiejszy ranek miał być zwyczajnym porankiem. Obudziłem się, zauważyłem, że na garderobie nie było już kurtki Shin , ale pojawiła się jakaś nowa - nieznana i kolorowa. Delikatnie musnąłem materiał rękawków. Od razu na myśl przyszedł mi Key. Lubił kolorowe i szalone kurtki, to on wyznaczał trendy w naszym zespole. Szkoda, że się rozpadł. Nie wiem do końca czy z mojego powodu, ale inni też mieli w tym swój udział. Z wiadomości dochodziły tylko do mnie strzępki informacji, że Minho spełnia się jako sportowiec, Onew jako piosenkarz, a Key i Taemin nadal utrzymują ze sobą kontakt i mieszkają razem niedaleko Seulu.
Po głębszym zastanowieniu chwyciłem list, włożyłem go do pierwotnej koperty, która była śnieżnobiała i owinięta kilka razy krwistoczerwoną wstążką zawiązaną na końcu w kokardkę.
Key nie żyje. Trąbili o tym dosłownie wszędzie.
Był dosłownie wszędzie.
Wszędzie.
A raczej jego martwa, blada, twarz.
Wiecie co było w tym wszystkim najstraszniejsze?
Że zginął z uśmiechem na ustach.
Nadal mam przed oczami jego szeroki uśmiech, zamknięte oczy i brak jakichkolwiek nerwów na twarzy.
Nie chcę go takiego zapamiętać.
Nie chcę.
Nie mogę.
Jak zginął?
Banalnie.
W środku nocy stanął na moście nad autostradą.
Oparł się o barierkę.
A chwilę później, niespodziewanie ją przeskoczył.
I spadł w dół.
Na autostradę.
Nie wiem jakim cudem, ale nie najechało go żadne auto.
Ominęły go.
Zginął na skutek wstrząsu mózgu.
Z uśmiechem na twarzy.
Nic nie czułem, nie myślałem. Zero emocji. Nie zdawałem sobie do końca sprawy gdzie idę.
Odgłos kroków. Moich?
Pukanie. Moje.
Szmer otwieranych drzwi.
Gruchotanie. Nie moje.
Zbliżenie.
Krzyk. Jej.
Zaciśnięcie uścisku. Przez mnie.
Strzał. Jej.
Śmierc. Moja.
~
- Kibum? - szepnąłem nieśmiało w stronę ubranego od stóp do głów w biel drobnego człowieczka.
- Jonghyun! - krzyknął i podbiegł w moją stronę w podskokach. Uścisk.
- Przepraszam... - przycisnął swój kciuk do moich ust.
- Ciiii...
- Kiłu....
- Cii! Tu gdzie teraz jesteśmy nie ma miejsca na przeprosiny, ból czy smutek.
- A na co jest miejsce? - zapytałem cichutko spod jego palca.
- Na miłość. - uśmiechnął się promiennie, wziął kciuk z moich ust, ale zaraz jego miejsce zajęły delikatne, różowe wargi. Stęskniłem się za nimi. Jego usta coraz łapczywiej i brutalniej napierały na moje. Odsunąłem go od siebie ze śmiechem.
- Spokojnie, Kibum, spokojnie. Mamy na to całą wieczność.
***
Kilkanudnychsłowodautorkiniewiadomopoco.strasznie boli mnie biodro, wiecie? ktoś poleca jakieś kremy albo cosik? nawet schylic się nie mogę. T_T
no cóż. byłam dzisiaj u fryzjera i mam prostą grzywkę. jejjejjej. teraz mam taki zryty odruch trzepania łbem, bo mi włosy wpadają do oczu, haha. ale mówi się trudno, przynajmniej trochę ładniej wyglądam.
co do opowiadania to: nie wiem. tak mnie naszło to napisałam (czy ktoś wgl. czyta to co tutaj piszę? XD) i ciekawa jestem co o tym sądzicie, bo moim zdaniem moglo byc lepsze. : >
w przyszłym tygodniu mam zamiar zacząc nowe opowiadanie. ciekawe co z tego wyniknie. ^^
bumbum.
~ Rossalie
*_* okay, fajnie, Kibum się zabił, dobra jednak niefajnie, ale opowiadanie śliczne, jednakże czekam na następne epy opowiadania, się już doczekać nie mogę, ale dzięki temu statystki Ci podbijają xD
ReplyDelete-PŁACZE, PŁACZE I PŁACZE. Kurcze, nos mi się zatkał. To opowiadanie jest piękne. Idę dalej płakać. ;_____;
ReplyDeleteOmo...
ReplyDeleteJak zawsze czytam JongKey..
To to było najpiękniejsze jakie czytałam...
Naprawdę <3
Płaczę ;_;
ReplyDeleteJakie to smutne...
Akurat teraz mam włączoną piosenkę MBLAQ - It's War...
Pasowała idealnie...
Najpiękniejsze opowiadanie JongKey jakie czytałam ;__; to strasznie...że tak powiem "sadystyczne" zmojej strony, ale kocham dramaty, więc to BARDZO mi sie podobało~~ Oby takich więcej :3
ReplyDeleteI znów tu jestem... Musiałam wrócić, by zostawić komentarz pod najpiekniejszym opowiadaniem JongKey jakie czytałam!
ReplyDeleteA więc: TO NAJPIĘKNIEJSZE OPOWIADANIE JONGKEY JAKIE CZYTAŁAM!
A do tego jedno z pierwszych~ Piszę ten komentarz trochę późno, więc nie wiem, czy go przeczytasz, ale chciałam po prostu zostawić tu choć cząstkę swoich myśli.
Czytałam je około rok temu, może miniej, w każdym razie dziesiątki innych przewinęły mi się przez ręce, a ten nadal pozostaje moim ulubionym, to chyba o czymś świadczy...
Dziękuję, że mogłam je przeczytać.