Autorka: Rossalie.
Pairing: JongKey
Rodzaj: one-shot.
Gatunek: angst&humor.
mój pierwszy łan szot. mam nadzieję, że się spodoba.
tamto opowiadanie zawieszę aż do momentu, gdy do mojej główki wpadnie jakiś oryginalny, ciekawy pomysł na następny chapter. 3majcie kciuki, żeby nastąpiło to jak najwcześniej. ^^
~inspirowane angielskim FF, ale już nie pamiętam tytułu, niestety. x_x
Jonghyun P.O.V
Uwielbiam jego oczy. Gdy się uśmiecha lekko je mruży, co tylko dodaje uroku jego anielskiej twarzyczce. Te niesamowite, pełne usta, najczęściej lekko rozchylone różowe wargi. Chciałbym je pocałowac. Tu i teraz, wpleść palce w jego blond włosy, owinąć rękę wokół zgrabnej talii, przyciągnąć do siebie i wymruczeć do jego ucha "Teraz albo nigdy". Wyobrażałem nas sobie w takiej sytuacji wiele razy, ale skąd mogłem wiedzieć jak naprawdę się zachowa?
- Oh Jjong.. - wyszeptał poruszony naszą bliskością lekko drżąc.
- Boisz się...? - zapytałem miękkim głosem odgarniając jego idealnie wystylizowaną grzywkę. Dzisiaj miał na głowie coś kolorowego.. jakiś sznurek albo może naszyjnik..? Mniejsza z tym, wyglądał cholernie pociągająco.
- N-nie - odparł lekko się rumieniąc.
- Kocham cię, wiesz?
- Wiem. - pochyliłem się w jego stronę, patrząc mi w oczy lekko skinął głową. Uwierzycie, że pierwszy raz w życiu pocałuję osobę, którą tak naprawdę kocham? Szkoda, że ten pierwszy pocałunek najczęściej jest nerwowy i pełen napięcia. Taki też okazał się w tym przypadku - przynajmniej dla mnie. Jak jakieś roboty tańczące robo-taniec w tym samym momencie przekręciliśmy głowy w prawo.
Niepewne uśmiechy.
W lewo.
Szczery uśmieszek Kibuma i pot pojawiający się na moim czole.
Wreszcie ustawienie naszych twarzy pozwoliło na niewielkie zbliżenie. Stykając się nosami patrzyliśmy sobie w oczy. Pomyślałem wtedy, że to jest pewnie najważniejszy moment w każdym pocałunku. Po mojej głowie przemykały przeróżne myśli takie jak "Kocham cię, Kibum" i "Życie jest piękne". HEJ? Dlaczego to trwa tak długo? Postanowiłem przyspieszyc ten magiczny moment i naparłem gwałtownie na jego wargi. Były twarde i zimne, nie reagowały na mój pocałunek. Moje oczy zwilgotniały. "Jak to?"
- Hahahahaha! Jonghyun, Boże, co ty odpierdalasz? - Key wydarł się na cały głos rżąc jak koń. WTF?
- Co? Przecież ty.. ja... tamto..? - Coś mi się nie zgadzało. Dokładnie wszystko.
- To? - mruknął Kibum i złożył ręce, oparł je sobie na ramieniu, by następnie zmrużyć oczy i wydąć wymownie usta. Siedziałem zszokowany nie wiedząc co powiedzieć. Nie miałem nic na swoją obronę, obudziłem się przyssany do blatu stołu.. Jonghyun, ty idioto.
- Jestem lepszym aktorem od ciebie! Zrobiłbym to lepiej! - Key wyrzucał z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego. "Jak rozochocona 5-letnia dziewczynka, która przed chwilą dowiedziała się, że zostanie czarodziejką WITCH" - pomyślałem, a chwilę potem serce podeszło mi do gardła. Co to kurwa ma być?! Zobaczyłem Key'a, który wziął pod łokieć Bogu ducha winnego Taemina, który właśnie pił swoje ukochane mleko bananowe. Wyglądał jak mały aniołek, gdy w gniewie po utracie kontaktu z płynną substancją wydął zabawnie policzki.
- Co..? - wymsknęło mi się, gdy ujrzałem jak Key kładzie jedną rękę na plecy Taemina, pochyla go lekko, a drugą odgarnia mu włosy z czoła.
- Taemin-ah.. - wymruczał głębokim, męskim głosem utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Rudy chłopak miał oczy jak spodki i cały czerwony patrzył na swoją ummę, kórej jak sam później przyznał "coś się pokićkało". Cisza pełna mieszanki wkurwienia z podnieceniem, totalnej bezsilności i zamurowania oraz dobrej zabawy. Key odpiął kilka guzików swojej koszuli.
- Ach.. Gorąco. - wyszeptał do ucha zdezorientowanego maknae. Zacząłem zbierać swoją szczękę z podłogi i pochyliłem się do przodu, aby ukryć wybrzuszenie w spodniach. "Niech Cię, Kibum.. Co ty ze mną robisz..." Niewzruszony Kibum zaczął pochylać się w stronę twarzy Taemina z tym swoim uwodzicielskim półuśmiechem.
- Aaaaaa! - ryknąłem gdy jego usta były już tylko kilka centymetrów od tych Taeminowych. Boże.
- TAEMINMAMDOCIEBIESPRAWECHODŹTUTAJPROSZĘCIĘBARDZOTAEMINWTEJCHWILI - zachichotałem na widok Minho, który aż pozieleniał z zazdrości i znikąd pojawił się w drzwiach.
- Minho! - pisnął Tae i wyrwał się z miłosnych objęc Kibuma, który uśmiechał się jak chochlik. Złośliwy, wredny, ironiczny, cholernie pociągający chochlik.
- Widzisz? - uśmiechnął się promiennie w moją stronę. Boże, musisz mi to robić. Czułem jak moje serce mięknie na sam widok jego radosnych, zmrużonych oczu.
-.......- co niby miałem powiedzieć w takiej sytuacji? Chyba nie wykrzyczeć jak bardzo go kocham? Nie. Wolę się oszukiwać, nie chcę znać prawdy co do jego uczuć. Pewnie i tak traktuje mnie tylko jako kolegę z zespołu.
- Wasz występ rozpocznie się za 15 minut. Ostatnie poprawki. - menadżer oznajmił i zaraz potem opuścił pomieszczenie.
Wodziłem za Key'em wzrokiem niemalże śliniąc się na widok wdzięcznych, rozkołysanych ruchów jego bioder gdy przechodził przez pokój, aby dostać się do krzesełka, na którym robiono nam charakteryzację. Usiadł, założył nogę na nogę i ze znudzonym wyrazem twarzy pozwalał wizażystce nałożyć makijaż. Wstyd się przyznać, ale lubiłem kiedy oczy miał podkreślone eye-linerem. Jego spojrzenie nabierało wtedy drapieżności, było bardziej zmysłowe. Drzwi otworzyły się z trzaskiem i do pokoju wleciała pozostała trójka szajniaków. Śmiali się i dokazywali, ciekawe gdzie byli. Zapytałbym, ale patrzenie się na Key'a jest ważniejsze od wszystkiego. To takie moje własne centrum wszechświata. Odwróciłem głowę w stronę Minho, Taemina i Onewa, gdy zorientował się, że na niego patrzę. Nadstawiłem uszu i okazało się, że rozmawiają o tym, która z dziewczyn, Bora czy Hyorin wypadła lepiej w teledysku do "Ma Boy". Tae i Minho obrali stronę Hyorin, a Onew walczył jak lew za Borę. Uśmiechnąłem się. Kiedyś też tak się zachowywałem, która ładniejsza, która ma lepsze nogi, większe piersi. A potem.. Potem mój świat przewrócił się do góry nogami, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że jestem zakochany w moim najlepszym przyjacielu. Lekkie zerknięcie za siebie. Nie patrzył w moją stronę, tylko w przestrzeń, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał. Jasne.. Przecież tylko ja jak jakiś maniak potrzebuję jego widoku do szczęścia..
- Bora gówniarze! - wydarł się Onew wychodząc z pokoju gwałtownie zatrzaskując za sobą drzwi.
- Tak się nie kończy rozmowy... - zaczął Minho, ale również zniknął przekraczając próg pomieszczenia w pogoni za liderem. Kilka sekund później Taemin ślepo podążył za nimi uśmiechając się pod nosem. Kochany dzieciak, miał ubaw ze wszystkiego. Zostaliśmy sami. Tylko ja i Key. Key i ja. Ciekawe, co z tego wyniknie?
- Jonghyun...
- Mhm?
- Mógłbyś przestać się na mnie gapić?
- Mhm... - mruknąłem, czerwieniąc się jak burak.
- Jonghyun?
- Tak? - wydukałem, czego on jeszcze może ode mnie chcieć? Unikałem jego wzroku, ale on przytrzymał mój podbródek i uniósł lekko moją głowę, tak, że teraz patrzyłem prosto w jego kocie oczy. Oszałamiający widok. Przełknąłem ślinę.
- Co cię dręczy? - znał mnie tak dobrze. I nagle w mojej głowie pojawiła się szalona myśl. Niby dlaczego mam mu nie wyznać swoich uczuć? Może czuje to samo? Może dane nam jest żyć 'długo i szczęśliwie'? Tylko jak by się tutaj do tego zabrać.. Pocałunek chyba odpada.. A może.. może po prostu powiem mu co czuję?
- Kibummie.. Chciałbym ci coś wyznać.. Widzisz, nie jesteś dla mnie tylko przyjacielem... - obserwowałem jego twarz.. Malowały się na niej kolejno: szok, niedowierzanie, lekka iskierka radości? ból, wzruszenie, jeszcze więcej bólu.
- Jjong.. - wyszeptał - Ja nie... - zamarł w pół słowa.
- Rozumiem. - gwałtownie podniosłem się z kanapy i opuściłem pokój. Za sobą słyszałem wściekły głos menadżera "JONGHYUN, wracaj tutaj! W tej chwili! Chyba nie chcesz nasz wszystkich zawieść! Gdzie on poszedł?" - zwrócił się już trochę ciszej do reszty, która po usłyszeniu jego krzyków zbiegła się szybko do pokoju. A co ich to obchodzi. Szedłem wzdłuż długiego, niekończącego się korytarza. Nikogo nie było. Pustka. Zupełnie jak w moim sercu. Te dwa słowa wypaliły mi w mózgu dziurę. "Ja nie...". Łzy zaczęły formować się w moich oczach. Nienawidzę go. Przystanąłem zszokowany. Nie, nieprawda. Nie potrafię go nienawidzić Bo go kocham.
- Kocham cię, Kibum. - mruknąłem cicho do siebie. - Nadal cię kocham..
Usłyszałem kroki. Nie musiałem się odwracać, wiedziałem, że to on. Chodził najciszej z nas wszystkich, stawiał najmniejsze kroki i przesadnie kołysał biodrami. Oczami wyobraźni widziałem jaką miał minę: pomieszanie zdenerwowania "Co ja mu teraz powiem..?" z wkurzeniem "Po co przysparzasz mi niepotrzebnych kłopotów, Jonghyun?". Przystanął kilka kroków za mną, usłyszałem głęboki wdech. Krok do przodu. Westchnięcie. Kolejny kroczek. Nie odzywałem się, czułem, że to on ma mi coś do powiedzenia. Tak dobrze się rozumieliśmy, dlaczego postanowiłem to zniszczyć? Jestem cholernym egoistą.
- Nie zadręczaj się, Jonghyun - powiedział cichym, wypranym z emocji głosem, echo niosło się przez cały korytarz, zadrżałem. Zrobił kilka kroków do przodu, stał teraz kawałek przede mną, tyłem.
- Oni nas zniszczą, Jjong. - kręcił gwałtownie głową w jedną i drugą stronę, jego głos drżał - Nie przetrwamy. Nie pozwolą nam... Prędzej czy później nas skłócą, sprawią, że się znienawidzimy. Nie chcę tego.. - ostatnie zdanie było ledwo słyszalne. Zrobiłem krok do przodu sam nie wierząc w to co słyszę. Nas? My? Boże.
- Kto? Kto chce nas zniszczyć?
- Oni wszyscy! Menadżer.. Media.. Fanki.. Fani.. Wyobrażasz sobie reakcje pozostałych członków zespołu na wieść, że jesteśmy parą? - nienawidziłem gdy cierpiał. Nie widziałem jego twarzy, ale jego głos był pełen bólu. Co mam zrobić?
- Spróbujmy.. Daj nam szanse.. - wyszeptałem wyciągając w jego stronę rękę. Nagle ciszę między nami przeszył dźwięk otwieranych drzwi i na korytarz wyszedł menadżer. Zbliżał się w zawrotnym tempie. Key odwrócił się gwałtownie i potrafiłem z ruchu jego warg odczytać słowo "Nie". Dlaczego sądził, że nie damy rady? Podniosłem wzrok trochę wyżej, na jego oczy. Na jego policzkach nadal było widać wilgotne strużki po łzach.
- Hej, Jonghyun! Chodźmy już, bo spóźnimy się na koncert. Nie chcemy przecież zawieźć naszych fanów! Na widowni ma być Shin Sekyung. Mówiła mi ostatnio, że się jej podobasz. - jego oczy jeszcze nigdy nie były tak smutne, gdy się do mnie uśmiechał. Naprawdę chcesz to tak zakończyć, Kim Kibum? Otarł rękawem wilgotne policzki, uśmiechnął się promiennie do zdezorientowanego menadżera i ruszył normalnym krokiem przed siebie. Zostawiając mnie samego na tym pustym, zimnym korytarzu, na którym pogrzebane zostały marzenia dwóch niewinnych osób.
Masz rację Kibum, jesteś lepszym aktorem ode mnie.
nie wiem do końca co o tym myśleć. takie smutne trochę, ale cóż. chciałam żeby takie wyszło. </3.
~Rossalie
łaa to było piękne <333
ReplyDeletewzruszyłem się.
chcę wiecej takich <3
~Sumire.
Uhuhuhuh.... podobuje mi się, bardzo podobuje! Takie na raz do zjedzenia, like it, like it! Teraz to ja czekam na kolejny odcinek, one-shot, whatever, aby było!
ReplyDeleteKocham twoje opowiadania<3
ReplyDeleteCzekam na kolejne;)
JongKey forever:*^^
aaaaa, kocham to!
ReplyDeleteja chcę więcej :3
ciekawa jestem, czy oni ze sobą są serio, czy to tylko ploty ;D
(Odpowiedź do komentarza wyżej)
ReplyDeleteChciałabym żeby to była prawda bo wolałabym żeby Kibum był z Jonghyunem niż z jakąś
dziewczyną , wtedy nie byłabym zazdrosna ^^