![]() |
| pic credit; |
tytuł: snap out of it
pairing: junhyung/yoseob {junseob}
fandom: BEAST
typ: one-shot
uwaga: angst
_____
Forever isn't for everyone
Is forever for you?
27/08/20XXr
Poznałem cię o pierwszej w nocy. Pachniałeś jak tanie wino, ale kiedy położyłeś rękę na moim ramieniu i opowiedziałeś jakiś bezsensowny żart, ta noc nie była już dla mnie taka samotna. Ciepło, które rozpływało się po moim ciele mogło być czymś zupełnie normalnym, przecież mamy lato i ciepły sierpniowy wieczór. Ja jednak wiedziałem, że to twoja zasługa, a raczej twojego rozgrzanego ciała, które znajdowało się zdecydowanie zbyt blisko mojego. Czekałem, aż odejdziesz. Wrócisz do swoich popularnych kolegów, jednak ty zostałeś. O wiele dłużej niż się spodziewałem. Sam nie wiem czy to dobrze.
"Wieczność nie jest dla wszystkich" zwykłeś mówić, a ja ślepo przytakiwałem, jednocześnie marząc o wieczności spędzonej z tobą. Wtedy jeszcze nie widziałem, jak bardzo się różniliśmy. Liczyło się tylko to, że nasze spojrzenia były długie, a ciała idealnie do siebie pasowały. Znajomi śmiali się, że nawet z zawiązanymi oczami znalezienie siebie w pustym pokoju zajęłoby nam parę sekund. Byliśmy nierozłączni. Junhyung i Yoseob. Yoseob i Junhyung. Nadal nie potrafię nas rozdzielić, nawet naszych imion.
Podobno miłość uskrzydla, ale w moim przypadku stwierdzenie to jest niedomówieniem. Twój zapach doprowadzał mnie do szału, a wzrok omamiał. Nie wiem czy pozwoliłeś mi dowiedzieć się wszystkiego o tobie, ale ja zostałem obdarty ze wszystkich tajemnic. Nie byłem w stanie niczego ukryć przed tym przeszywającym wzrokiem. Byłem całkowicie obnażony, nagi, a tobie to nie przeszkadzało. Pragnąłeś mnie takiego jakim jestem. I może to nas zgubiło? Wiedziałeś za dużo o mnie, a ja, zbyt zaślepiony pożądaniem, nie byłem w stanie odkryć twoich sekretów?
Świat stawał w miejscu, kiedy poświęcałeś mi całą swoją uwagę. Byleś skupiony tylko na mnie. Na tym co mówię, a może bardziej na ruchu moich warg. Nigdy nie zapomnę dnia, w którym przeczytałem ci tekst mojej pierwszej własnoręcznie napisanej piosenki.Wydawało mi się, że głośne bicie mojego serca zagłuszało jej słowa, które wypowiadałem ściszonym głosem, bojąc się twojej reakcji. Twój odzew przerósł moje najśmielsze oczekiwania, uwiesiłeś mi się na szyi, mówiąc jak bardzo jesteś ze mnie dumny. Chyba wtedy, po raz pierwszy, pomyślałem sobie, że jestem coś wart.
Dzień, w którym przypadkowo nakryłem cię na śpiewaniu jakiejś ckliwej ballady mogę uznać za najlepszy w moim życiu. Od tego momentu, moim największym marzeniem było to, abyś zaśpiewał tym niebiańskim głosem skomponowaną przeze mnie piosenkę. Chociaż dzisiaj, tak jak i wtedy, nadal uważam, że nigdy nie uda mi się stworzyć utworu godnego twojego niesamowitego głosu. Pewnie to, że z góry skazałem się na niepowodzenie sprawiło, że pasja do muzyki zaczęła zanikać. Im więcej czasu spędzałem słuchając twojego głosu, tym bardziej byłem przekonany, że nie chcę zakłócać jego perfekcji moimi nic niewartymi tekstami.
Już wiele razy zostałem nazwany egoistą, ponieważ wolałem spędzić dany wieczór z tobą i tylko z tobą. Nie potrafiłem nasycić się twoją obecnością, ciągle było mi za mało, za słabo, za lekko. Potrzebowałem czegoś mocniejszego. Stanowiąca wyzwanie sytuacja, pojawiła się szybciej niż podejrzewałem. Kiedy leżeliśmy razem na łóżku, powiedziałeś mi, że musisz poukładać parę spraw i wyjechać na tydzień z Seulu. Samotność nie była taka straszna jak myślałem. Chociaż wszechobecne zmartwione spojrzenia najbliższych przyjaciół i rodziny powinny mi już wtedy dać do myślenia. Coś było nie tak, ale wmawianie sobie, że wszystko jest w porządku było znacznie łatwiejszym rozwiązaniem.
Twoja nieobecność przedłużyła do miesiąca, dwóch dni i dziewięciu godzin. Zadzwoniłeś do mnie dwa razy. Za pierwszym razem cały w skowronkach opowiedziałeś mi historię poznania twojego menadżera, który załatwi ci wydanie płyty lub nagranie paru singli. Mimo cieknących z oczu łez byłem najszczęśliwszym człowiekiem w całej Korei. Za drugim razem po prawie miesięcznej przerwie, wyszeptałeś, że tęsknisz i niedługo wrócisz. Do dzisiaj nie wiem czy po wypowiedzeniu tych słów stałeś się najbliższą, bądź też najbardziej znienawidzoną dla mnie osobą.
16/12/20XXr
W pewien zimowy wieczór, zacząłem zastanawiać się, czy zasługuję na wieczność spędzoną z tobą. Nie wyjechałbyś, gdybym był coś wart. Może to ja zniszczyłem wszystko to, co razem stworzyliśmy? Powinienem był cię zatrzymać. Udowodnić swoją wartość, sprawić, żebyś został. Ostatnią szansę dostałem, dzięki dwóm magicznym słowom, które pojawiły się na ekranie mojego telefonu "Wracam jutro". Nadzieja to dobra rzecz. Może najlepsza ze wszystkich. A takie nigdy nie umierają. Prawda?
Straciłem cię o pierwszej w nocy następnego dnia. Pachniałeś jak markowe perfumy, ale kiedy położyłeś rękę na moim ramieniu i opowiedziałeś co tak naprawdę miało miejsce podczas twojej nieobecności, ta noc przerodziła się w najgorszy koszmar. Okropnie przykro jest patrzeć jak umiera nadzieja, ale moja zamieniła się w proch, kiedy zobaczyłem miłość mojego życia u boku innego mężczyzny.
_____
a/n: wyszło tak trochę.. bezpairingowo? w każdym bądź razie, pisałam to z myślą o junseobie.
a/n2: starałam się wypełnić dwie prośby o fanficki, więc ten ff napisany został:
a/n2: starałam się wypełnić dwie prośby o fanficki, więc ten ff napisany został:
- dla Anonimowej, która chciała fanficka Junseob/
Dooseob(scen +18 brak, wybacz ;) - dla Kiry, która chciała fanficka z b2st.
- masz ochotę na konkretne opowiadanie? złóż prośbę tutaj.

elo elo nominowałam cię do Liebster Award
ReplyDeleteSzczegóły znajdziesz na moim blogu o Topp Dogg