Rodzaj: One-Shot
Pairing: JunSeob
Gatunek: nie umiem oceniac własnych prac.. angst? nie wiem..
A/N: nono, taktak, wyszłam z wprawy (jeżeli kiedykolwiek takowa istniała) :)
Położenie: fotel. >w<
Kolejny ponury, wakacyjny czwartek. Znowu przekraczam próg kafejki, której nienawidzę z całego serca, a mimo to wytrwale przychodzę tutaj prawie codziennie. Siadam na tym samym niewygodnym, metalowym krześle, poprawiając się co chwilę, ponieważ chropowate oparcie niemiło drażni moje plecy. Przysuwam się lekko, aby móc oprzec się rękami o stolik, wzdychając ciężko nad swoim losem. A potem podnoszę wzrok i wszystko znika, niewygodne siedzenie, zapach świeżo palonej kawy, odgłosy pędzących pojazdów na drodze, to kim jestem i to kim chciałbym być. Człowiek, który siedzi przede mną nie zdaje sobie sprawy jak elektryzująco działa na mnie jego spojrzenie. Zarumieniłem się lekko i odwróciłem wzrok. Nie lubię być aż tak podatny i uzależniony od danej osoby. Szczególnie, że ta osoba jest już w kimś zakochana, moja miłośc kocha kogoś innego. Podnoszę lekko głowę by jeszcze raz na niego spojrzec, ale nie napotykam jego wzroku, ponieważ w tej chwili zerka na rzekomą pieknośc, dla której przychodzi tutaj prawie codziennie, a ja jak najzwyklejszy w świecie masochista zgodziłem się na to, aby mu w tym towarzyszyć. "Jesteś idiotą, Yoseob, idiotą" pomyślałem i potrząsnąłem energicznie głową, aby odgonić złe myśli.
- Coś nie tak? - kocham dźwięk jego głosu. Ona jeszcze nigdy nie słyszała tego niebiańskiego dźwięku jakim jest jego śmiech.
- Nie, wszystko w porządku - odpowiedziałem ze smutnym uśmiechem.
- Junhyung?
- Mhm? - wymruczał trzymając przed sobą menu co chwilę wytykając zza niego głowę, aby popatrzec w stronę stolika MinJi. Junhyung, muszę ci coś powiedziec..
- Kelnerka przyszła - stchórzyłem.
- Och - wetchnął odkładając kartę dań na stół - Poproszę Latte Macchiato.
- A dla pana? - odwróciła się w moją stronę.
- Ja dziękuję - posłałem jej lekki uśmiech - Jakoś nie mam na nic ochoty.
- Dobrze - schowała długopis do kieszeni firmowej koszuli i szybkim krokiem poszła obsłużyć stolik obok nas. Junnie znowu wpadł w tej swój trans.
- Yah! Junhyung! - krzyknąłem i pacnąłem go w ramię.
- Co? - odparł nie patrząc w moją stronę.
- Chociaż zamknij buzię.. - słysząc te słowa gwałtownie wciągnął powietrze i wreszcie na mnie spojrzał. Ten uśmiech. Ona nie dostrzega tego, jak twoje oczy rozświetlają się, gdy się uśmiechasz. Po chwili usłyszałem zgrzyt odsuwanego krzesła, wdzięczne "Reszty nie trzeba" i poczułem jak wzrok Junhyunga przemyka gdzieś nad moją głową by podziwiac idealny chód swojej miłości. Nie odwrócę się, nie chcę jej oglądac. Ona nigdy nie zauważa, że zatrzymujesz się i patrzysz za nią za każdym razem, gdy przechodzi obok. A Ty? Ty nie widzisz, że pragnę cię tak, jak ty pragniesz ją. Jednak w przeciwieństwie do niej dla mnie jesteś wszystkim. Ona nawet nie wie, że istniejesz.
Nagle w jego spojrzeniu coś diametralnie się zmieniło, w jego oczach pojawiła się determinacja i coś jeszcze czego nie potrafiłem dokładnie określić. Dobry boże. Dlaczego on wstaje i robi kilka kroków w moją stronę? Miałem wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Chwila. Jeszcze tego nie zrobiło? Czułem jak pieką mnie policzki, gdy pochylił się w moją stronę. Wstrzymałem oddech.
- Junhyung-ah, ja..
- Życz mi szczęścia - wymruczał mi do ucha, po czym się wyprostował i skierował w stronę wyjścia ze wzrokiem, który przypominał mi spojrzenie lwa polującego na swoją ofiarę. Niewiele myśląc podniosłem się prędko z metalowego krzesła robiąc przy tym nieprzyjemny zgrzyt, ale w tym momencie w ogóle się tym nie przejmowałem. Najważniejszy był Junhyung. Od zawsze. Od dnia, w którym się poznaliśmy. Zgrabnie wyminąłem tę samą kelnerkę, która chwilę temu przyęła nasze zamówienie , odwróciłem się i posłałem jej przepraszający uśmiech. Dlaczego patrzy na mnie jak na idiotę? Przecież to ona musi coś zrobic z tą kawą, którą ma w rękach, a którą Junhyung powinien właśnie teraz pic przy stoliku, przy którym siedzieliśmy przed chwilą! Razem.
- Junhyung! - krzyknąłem. Gdzie on do cholery jest. Co on teraz wyrabia?Moje nogi same poniosły mnie w stronę wysokiego, czarnowłosego chłopaka. Nie kontaktowałem. Nie panowałem nad własnym ciałem. Nic nie poczułem gdy moja ręka wyskoczyła z kieszeni bluzy i chwyciła dłoń Junniego.
- Zostaw go - usłyszałem własny, niebezpiecznie pewny siebie głos, patrzyłem przez dłuższą chwilę w oczy Min Ji, która stała przed nami zszokowana moją obecnością. Jej wzrok. Patrzyla na mnie z góry, jak na jakiegoś robaka, którego powinno się zdeptac. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - pomyślałem i uśmiechnąłem się złowieszczo mrużąc przy tym oczy.
Wszystko działo się w zwolnionym tempie. Nie przerywając kontaktu wzrokowego z Min Ji, ścisnąłem mocniej rękę mojego ukochanego hyunga, a drugą, wolną rękę podniosłem powoli do góry. Szeroko otwarte z przerażeniem oczy Junhyunga wiedziały już prawdopodobnie o wszystkim co miało za chwilę nastąpić. Tak dobrze mnie znasz, Junnie. Próbowałeś mnie powstrzymac, ale nie zdążyłeś. Zawsze byłeś leniwy i spóźnialski i za to między innymi tak bardzo cię kocham. Plask, a zaraz po nim głośny, kobiecy krzyk odbiły się echem po parku przed kawiarenką.
- C-coś ty narobił? Co to miało byc?! - Junhyung skakał wzrokiem pomiędzy mną, a Min Ji, której czerwony policzek zaczął już powoli puchnąc. Co ja najlepszego zrobiłem. Junnie, wybacz mi.
- J-junhyung-ah, przepraszam - pociągnąłem go za rękę, ale on ani drgnął. Głowę miał lekko spuszczoną dlatego grzywka, która rzucała cień na jego ciemne, głęboko osadzone oczy sprawiła, że wyglądał jeszcze upiorniej niż zwykle. Lekko zadrżałem. Chwilę później gwałtownie wyrwał swoją dłoń z mojego uścisku, spojrzał się na mnie wilkiem i odwrócił się w stronę Min JI obejmując ją ramieniem i gładząc uspokająco po plecach, gdy jej wątłe ramionka nagle zaczeły się trząść.
Gdy odchodzili ani razu nie spojrzał się za siebie.
To nie miało się tak skończyć.
- Chciałem ci tylko pokazać, że ona cię nie zna.. i nigdy nie pokocha tak jak ja.. Pragnę ci jedynie otworzyć oczy i sprawić byś zrozumiał jak bardzo cię kocham.. - pojedyncza łza potoczyła się po moim policzku gdy wypowiedziałem szeptem te słowa. Nie spodziewałem się, że ktokolwiek je usłyszy, a tym bardziej, że usłyszy je osoba, do której były skierowane.
- Yoseob, nie płacz - powiedział cichym głosem i starł palcem łzy z mojej twarzy.
- D-dlaczego wróciłeś? I-idź d-do M-minji! - pokręcił przecząco głową.
- Nie kocham MinJi - spojrzałem na niego pytającym wzrokiem lekko pociągając nosem. Zbliżył swoją twarz do mojej i wesoło potarł kilka razy swój nos o mój. Nie mogłem się powstrzymać i delikatnie położyłem rękę na jego policzku. Masz w sobie ogień, który mimowolnie bije od ciebie i teraz wreszcie dane mi go poczuć. Patrząc mi w oczy rozpoczął swój monolog..
- To dziwne, ale.. Gdy tak odprowadzałem ją do jej samochodu panowała między nami niezręczna cisza, przeszywana jedynie jej przekleństwami i wyzwiskami w twoim kierunku - zmarszczył lekko brwi, ale kontynuował - Zdałem sobie sprawę, że nie mam z nią żadnych tematów do rozmowy, nie mam z nią kompletnie nic wspólnego. Gdy tak patrzyłem na tę opuchniętą twarz, która jeszcze dzisiaj popołudniu wydawała mi się idealna, a wtedy po prostu.. Patrzyłem na nią, widziałem, że jej usta się ruszają, ale nic nie słyszałem.. Jedyne co miałem przed oczami to.. to była twoja twarz Yoseob. Zastanawiałem się co teraz robisz, czy jesteś na mnie zły, że na ciebie nawrzeszczałem, czy może.. płaczesz z mojego powodu? - zaczerwieniłem się jak burak ocierając pozostałe łzy do rękawka bluzy widząc to zaśmiał się radośnie i przytulił mnie swoim niedźwiedzim uściskiem - Przeprosiłem MinJi w twoim imieniu, odwróciłem się na pięcie i odszedłem. Szkoda, że nie widziałeś jej miny - zachichotał mi cichutko wprost do ucha, poczułem jego ciepły oddech, który sprawił, że na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka - Resztę historii już znasz.. Przyszedłem po ciebie. Wiesz dlaczego? Bo Cię kocham.
- J-junhyung.. - wyszeptałem lekko się trzęsąc.
- Coś nie tak? - zapytał smutno.
- N-nie.. Tylko.. To..
- To..?
- To najszczęśliwszy dzień w moim życiu! - wykrzyknąłem i uwiesiłem mu się na szyi równocześnie zalewając się łzami.
- Yoseob, nie płacz - powtórzył, ale tym razem scałował słony płyn z moich policzków. Niewiele myśląc obróciłem gwałtownie głowę w jego stronę i jego miękkie wargi skrzyżowały się z moimi.
A/N2: jestem średnio zadowolona z zakończenia. jutro sprawdzę czy są jakieś błędy, bo teraz już mi się nie chce. XD
To kochanie, lukrowe opowiadanko, ale mnie takie właśnie było potrzebne <3 cudniaste to, cudniaste <3
ReplyDeletewooooow, Rossalie!!! gratulacje z okazji junseobowego fanfica! ^__^
ReplyDeletepowiem Ci, że pierwszy raz czytałam po polsku i bardzo dziwnie mi się czytało XD co nie znaczy oczywiście, że źle ;p
samo opowiadanie super! ♥__♥ błędy drobne oczywiście są (kto ich nie robi -___-?) ale ogólnie zdecydowanie na plus...
(hehe, lubię jak Yoseob jest taki zdecydowany żeby wziąć sprawy w swoje ręce, ale nie zawsze do końca starcza mu odwagi ^__^)
masz moje błogosławieństwo ;p pisz następne, bo mój apetyt jest niezaspokojony XD
Wow !
ReplyDeleteRossalie !
Jestem pod wrażeniem .
Może w końcówce jest trochę racji, że nie do końca to wyszło ..
Ale reszta jest po prostu genialna !
Lama