pairing: daehyun/zelo {daelo}
fandom: BAP
typ: one-shot
☼.
Jutro nasz wielki dzień, debiut zespołu BAP. Mamy zawładnąć sercami ziemskich stworzeń. Powinienem już dawno spać, a nie przewracać się z boku na bok od dwóch? trzech? godzin. Odsunąłem kołdrę na bok i spojrzałem na zegarek hyunga, który miał ogromny wyświetlacz, na którym widniały rażąco czerwone, neonowe cyfry wskazujące godzinę 2 w nocy. Dlaczego wybrałem pokój z Yonggukiem, to była chyba jedna z najgorszych decyzji w całym moim życiu. A może jak się szczelniej opatulę kołdrą to nie będę słyszał jego chrapania? Nie zaszkodzi spróbować. Dobra. Fail. Nic, a nic to nie dało. Ten koleś nie bez powodu jest naszym głównym raperem, jego głos jest specyficzny i bardzo.. ech.. bardzo dobrze słyszalny? Nawet z drugiego końca pokoju i dwóch warstw kołder cholera jasna! Boję się go obudzić i powiedzieć, że ma przestać chrapać. To by było niegrzeczne, prawda? Nie mogę tego zrobić, hyung musi się wyspać. Już jutro nasz pierwszy publiczny występ. Po cichutku zsunąłem się z mojego łóżka. Brrr. Zimno. W drodze do drzwi udało mi się pochwycić jakąś porozciąganą bluzę, najprawdopodobniej Yonggukka, w końcu straszny z niego bałaganiarz, dla którego podłoga służyła jako szafa. Szklanka wody nie zaszkodzi? Zacząłem człapać w kierunku kuchni nie do końca świadomy tego co się wokół mnie dzieje, bo próbowałem trafić rękoma do rękawów, co o tej porze i w takim stanie nie było wcale takie łatwe. A może zostało trochę mleka z wczor-, BĘC. Nie wydałem z siebie żadnego głosu tylko szeroko otwartymi i rozbudzonymi już oczami rozglądałem się dookoła. Do czego dobiłem? Nie przypominam sobie, żeby tutaj była ściana..? Nagle coś się przede mną uchyliło i ukazało zaspanego Himchana, który chyba przeklął cicho pod nosem. Po mnie. Nie dożyję własnego debiutu.
- Czego chcesz? - wymruczał przecierając oczy.
- Umm.. Idę do kuchni.. - wymamrotałem patrząc na czubki moich bosych stóp. Dopiero teraz poczułem jak bardzo mi w nie zimno, cholera, zapomniałem o skarpetkach.
- Kuchnia jest tam - wskazał palcem właściwy pokój znajdujący się za moimi plecami - Idź zaraz spać, jutro nasz wielki dzień. BAP hwaiting! - ostatnie zdanie doszło do mnie już zza zamkniętych mi przed nosem drzwi. Ciekawe czy naszą rozmową obudziliśmy Jongupa i Youngjae. Pewnie nie, w końcu ci dwaj mają strasznie twarde sny. Stałem tak przez chwilę na środku korytarza rozmyślając nad tym co począć. Chwilę temu doszło do mnie, że wcale nie chce mi się pic. Ani spać. Co ze sobą zrobić? Do chrapiącego hyunga nie wrócę, nie ma bata. Himchan-hyung też nie wydawał się zbyt przyjazny. Hmm.. Kanapa? Chwila! Aish, Daehyunowi poszczęściło się i zdobył najlepszy, jednoosobowy pokój, więc raczej nie będzie tam dla mnie miejsca, prawda? Nagle coś jakby przeleciało mi przed oczami. Zapomniałem, że stoję na środku przepełnionego mrokiem korytarza w naszym dormie. Dobry boże. Nie chcę iść do kuchni, chcę do łóżka. Niespodziewanie coś jakby otarło się o moje ramię. W takim momencie naprawdę nienawidzę swojej wyobraźni. Oparłem plecy o ścianę, przynajmniej żadne zmory nie zaatakują mnie od tyłu. Mamusiu. Cz-czy coś właśnie musnęło moją stopę? Automatycznie schyliłem się, aby zobaczyć czy wszystko z nią w porządku, ale nagle zdałem sobie sprawę w jakiej to niebezpiecznej pozycji się znalazłem, pochylony, nie widzący praktycznie niczego poza czubkiem swojej stopy, idealny cel dla duchów w tych ciemnościach. Błyskawicznie się wyprostowałem i wytężyłem zmysły. Korytarz wypełniało przyspieszone bicie mojego serca i mój ciężki oddech. O Boże. Mam 16 lat, nie powinienem się już bać ciemności, prawda? Przesunąłem delikatnie ręką po ścianie w poszukiwaniu włącznika światła. Nie ma. Może poszukam go trochę dalej.. Zrobiłem kilka kroków w lewo i zahaczyłem rękawem zbyt dużej bluzy o coś odstającego od ściany. O. MÓJ. BOŻE. CO. TO. JEST. Strach przejął kontrolę nad moim głosem, nie mogłem wydusić z siebie nawet najmniejszego szeptu. Może jeśli zacznę uciekać to się odczepi? Kilka razy szarpnąłem ręką we wszystkie strony, aby pozbyć się tego czegoś o co zahaczyłem i nagle usłyszałem ciche kliknięcie, o Boże. Chciałem wrócić do pozycji plecy-przy-ścianie, ale gdy już już chciałem się o nią oprzeć... okazało się, że za mną nic nie ma. ŁUP. Świetnie, ogromny siniak na tyłku na pewno pomoże mi w jutrzejszym występie. O Boże. Siedzę teraz bezradnie na podłodze w jakimś dziwnym miejscu, którego nie potrafię rozpoznać, bo wszędzie jest zbyt ciemno, nic nie słyszę, tylko to cholerne, przyspieszone bicie serca. Naprawdę, nie wiem co robić, po co w ogóle wychodziłem z łóżka, może w końcu jakoś zdołałbym zasnąć. To chrapanie wcale nie było aż takie złe. Jak na odpowiedzialnego i odważnego chłopaka przystało zwinąłem się w kulkę na podłodze i przyciągnąłem kolana do brzucha. Może duchy mnie nie zauważą. Zacisnąłem mocno powieki. Usłyszałem ciche skrzypnięcie. Idą po mnie. Idą. Nagle coś dotknęło mojego ramienia. Już nie musnęło, tylko chwyciło moje ramię w żelaznym uścisku. Matko.
- Junhong. Co jest? - jakaś dziwnie ciepła dłoń odgarnęła mi włosy i dotknęła mojego czoła.
- Junhong? - duchy potrafią mówić?
- Źle się czujesz? - pokręciłem głową nie otwierając oczu, obca dłoń spoczywająca na moim ramieniu zniknęła tylko po to, żeby po chwili pochwycić obie moje ręce i jednym, pewnym szarpnięciem zmusić mnie do powstania.
- O Boże, cały się trzęsiesz.. - wyszeptał ten ktoś, nie wiem kto, nie mam zamiaru otworzyć oczu.
- Spójrz na mnie - a co jeśli to nie duch?
- Junhongie! - chwilunia. Skąd duchy znają moje imię? Dobra, mózg odzyskał sprawność, ten głos należy do chłopaka i chyba gdzieś go już kiedyś słyszałem. Ale gdzie? Nagle poczułem, że para rąk zacisnęła się w okół mojej talii i przycisnęła mnie do właściciela tego znajomego głosu. Automatycznie położyłem głowę na ramieniu nieznajomego. Skup się, Zelo, skup się. Użyj zmysłów? Boże, czego to okrutne życie ode mnie wymaga, myśleć o 2 w nocy. Chwila? Może już jest coś koło 3? Dobra! Zelo! Zmysły! Hm.. Pociągnąłem raz nosem, żeby poczuć jakiś zapach, który może da mi jakąś wskazówkę dotyczącą tego kto mnie teraz przytula. Hmm. Rzeczywistość uderzyła mnie w twarz. Cholera. O Boże. O Boże. Jestem taki głupi. Czuję jak moja twarz robi się coraz to bardziej czerwona. Boże.
- D-daehyun-hyung.. - wyszeptałem nieśmiało. To takie żenujące, co mam teraz zrobić. Daehyun-hyung odsunął mnie od siebie na odległość swoich rąk.
- W końcu otworzyłeś oczy, już się bałem, że coś jest nie tak.
- Mhm.. - inteligentna odpowiedź, Zelo. W ciemności błysnęły jego białe zęby, co oznacza, że na jego twarzy zagościł uśmiech. Przynajmniej go rozbawiłem swoją głupotą, więc nie będzie aż taki zły, że go obudziłem. Hmmm. Gdzie ja właściwie jestem?
- Um, hyung, jesteśmy w twoim pokoju? - zapytałem rozglądając się jak głupi, nie mogę przecież spojrzeć mu w oczy.
- No przecież. Sam otworzyłeś drzwi i tutaj wleciałeś - zaśmiał się cichutko. Bogu dzięki za ciemność, przynajmniej hyung nie widzi mojej czerwonej twarzy.
- Przepraszam - wymruczałem i ukłoniłem się pod idealnym kątem 90 stopni.
- Aish, nie wygłupiaj się.
Zaraz po moim wyprostowaniu nastąpiła komfortowa cisza, nie wiem ile tak tam staliśmy patrząc sobie w oczy, godzinę, dwie, trzy, kilka sekund? W każdym razie nagle strasznie zachciało mi się spac..
☼☼.
- Mmmm - wymruczałem do poduszki gdy coś przyjemnie przeczesywało moje włosy.
- Wstawaj~ - zagruchało coś znajdującego się bardzo blisko mojego ucha.
- Jeszcze minutka - uśmiechnąłem się błogo, ale niestety przyjemne czochranie ustało.
- Nie, proszę, nie przestawaj! - automatycznie przytuliłem się do źródła tych wspaniałych bodźców i wtuliłem głowę w zgięcie jego szyji. Jego szyji. JEGO. O Boże.
- Hyun- - jego palce znowu zatopiły się w moich włosach i stwierdziłem, że nie warto się odzywać.
- Do twarzy ci w blondzie - powiedział swoim porannym zachrypniętym głosem. O Boże. I nagle jego cichutki śmiech przeszył powietrze. O Boże. Jak milion dzwoneczków. Powoli otworzyłem oczy będąc dalej wtulonym do jego piersi i rozglądnąłem się dookoła. Po chwili moje oczy rozszerzyły się w zdumieniu. Przez całą noc spałem w jego pokoju? Z nim? W jednym łóżku? Zarumieniłem się na samą myśl ile razy nieświadomie, przez sen go przytuliłem albo kopnąłem albo coś innego. O Boże. Jemu naprawdę nie jest zimno w samej podkoszulce? O BOŻE. Mam nadzieję, że ma na sobie bokserki? Ma? Prawda? Pokręciłem gwałtownie głową, żeby odgonić te myśli i spojrzałem na jego twarz. Ach, poranne, nieułożone włosy są najlepsze. Zjechałem wzrokiem trochę niżej i napotkałem jego oczy, które były wpatrzone we mnie.
- No. Zelo. Pora wstawać - uśmiechnął się do mnie eye smilem. O Boże. Odwzajemniłem uśmiech rumieniąc się jak pomidor, bynajmniej nie dając żadnych oznak, że w najbliższym czasie zamierzam wstać. Starszy chłopak westchnął.
- Sam mnie do tego zmusiłeś - powiedział. Posłałem mu pytające spojrzenie, które zaraz zmieniło się w pełen nienawiści grymas, gdy wyskoczył z łóżka (miał na sobie spodnie z dresu! uf!) i jednym szybkim ruchem zdarł ze mnie kołdrę. Moje źródło ciepła. Zniknęło.
- Wstawaj!
Jako, że jestem uparty, odwróciłem się do niego plecami i zwinąłem w kulkę.
- Zmuś mnie - odburknąłem. Westchnął zrezygnowany.
- Hyung..
- Tak? - odwróciłem głowę w jego stronę i zrobiłem najlepsze oczka szczeniaczka na jakie mnie stać. Równocześnie, aby podwoić moje szanse na wygraną, wysunąłem dolną wargę lekko do przodu. +100 do bycia uroczym.
- Zimno mi - szepnąłem.
- Awww, biedny Zelo - powiedział pogodnym tonem, uśmiechając się do mnie. Kupił moje aeygo. Tyle wygrać.
- Hyun- - nie dałem rady dokończyć, bo para miękkich warg nagle znalazła się na moim policzku.
- Hyung? - powiedziałem dziwnym, zbyt wysokim jak na mnie głosem.
- Cieplej?
- Uhm... Tak.. - poczochrał mi włosy szeroko się uśmiechając. Po chwili przed moją twarzą pojawiła się wyciągnięta ręka, którą bez namysłu chwyciłem i pozwoliłem się wyciągnąć z łóżka. W końcu dziś nasz wielki dzień.
- Dziś nasz wielki dzień. Lepiej już idź pod prysznic - zrobił krok do tyłu, żeby przepuścić mnie w drzwiach.
- Hej! Nie jestem dziewczyną! - zatrzymałem się w pół kroku oburzony.
- Ale zachowujesz się jak jedna - mówiąc to puścił oczko, jak dla mnie, bardzo prowokacyjne oczko.
- Hyunggggggggggggg~
- Zelo, dlaczego spałeś tutaj? - Bang pojawił się znikąd w drzwiach. - Przecież tutaj jest tylko jedno łóżko - nic nie odpowiedziałem tylko stałem tam jak idiota, w tej porozciąganej bluzie, spodenkach z piżamy i rozleniwionym uśmiechem przyklejonym na twarzy.
- Daehyun? A ty masz jakieś rozsądne wytłumaczenie? - Daehyun-hyung tylko mrugnął do naszego leadera i zaczął prędko wychodzić z pokoju, ciągnąc mnie za sobą. W pokoju został zdumiony Yongguk.
- Chłopaki? O co tutaj chodzi?
- Chłopaki? - usłyszeliśmy jego niepewne wołanie i zachichotaliśmy. Tak, zachichotaliśmy. Jak te wszystkie nastolatki, ale nic, a nic mnie to nie obchodzi. Szczerze mówiąc, czuję się teraz jak jedna z nich. Spojrzałem jeszcze raz na stojącą obok kreaturę o anielskim uśmiechu. Jest to najpiękniejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałem. Automatycznie, na mojej twarzy pojawił się równie szeroki uśmiech. O tak, pomyślałem chwytając Daehyuna-hyuna za rękę, zupełnie jak w tych nastolatkowych romansidłach.
A/N: Mój geniusz artystyczny można podsumować tym, że w oryginale znalazło się przedziwne wyrażenie: "para miękkich ust". PARA!
A/N2: O Boże!